

iPhone 13 i Huawei Pura 70 – moje codzienne narzędzia pracy
Apple iPhone 13 i Huawei Pura 70 to moje główne narzędzia pracy na co dzień. Każdy z nich jest zupełnie inny i każdy ma cechy, za które go cenię.
iPhone 13 – mały, wygodny i zawsze pod ręką
iPhone 13 jest niezwykle wygodny i poręczny. Jedną z funkcji, które szczególnie sobie cenię, są Live Photos i wręcz „magiczne” możliwości szybkiej edycji zdjęć bezpośrednio z poziomu galerii.
Dzięki temu praktycznie z każdego zdjęcia można coś wyciągnąć i nie jest do tego potrzebna żadna wiedza tajemna ani dodatkowe programy graficzne. Kilka dotknięć ekranu i zdjęcie, które początkowo nie wyglądało najlepiej, może okazać się całkiem udane.
Mój iPhone ma tylko 128 GB pamięci, ale w połączeniu z chmurą iCloud nie stanowi to dla mnie większego problemu. Nawet duża liczba zdjęć i filmów w galerii nie jest szczególnie uciążliwa.
Zauważyłem jednak, że kiedy pamięć telefonu jest zapełniona w ponad 90%, urządzenie potrafi czasami zwolnić i zdarzają mu się drobne przycięcia. Warto więc zostawić trochę wolnego miejsca.
Huawei Pura 70 – zupełnie inne podejście do fotografii
Huawei Pura 70 to zupełnie inny smartfon. Jest wyraźnie większy i cięższy od iPhone’a 13, ale w zamian oferuje bardziej rozbudowany zestaw aparatów.
To właśnie możliwości fotograficzne są dla mnie jedną z największych zalet tego telefonu. Szczególnie przydaje się teleobiektyw, gdy fotografowany obiekt znajduje się w większej odległości. Możliwość znacznego przybliżenia naprawdę robi różnicę w sytuacjach, w których aparaty iPhone’a 13 okazują się niewystarczające.
Na uwagę zasługują również zdjęcia portretowe wykonywane przez Huawei. Mają swoją specyficzną kolorystykę. Być może nie zawsze jest ona idealnie naturalna, ale właśnie dzięki temu fotografie mają w sobie coś charakterystycznego.
Trudno to jednoznacznie opisać – po prostu patrząc na niektóre zdjęcia, ma się wrażenie, że „coś w nich jest”. Coś niezwykłego i intrygującego zarazem.
Chmura – dziś nie wyobrażam sobie bez niej pracy
Wspólną cechą obu smartfonów jest możliwość korzystania z chmury oraz szybkiej synchronizacji dokumentów, zdjęć i filmów pomiędzy urządzeniami.
Osobiście nie wyobrażam już sobie fotografowania bez chmury i bezpieczeństwa, jakie daje automatyczna kopia danych. Robię zdjęcie telefonem, a po chwili mogę mieć do niego dostęp również na komputerze.
Zdaję sobie sprawę, że nie przekonam do chmury wszystkich. Być może inaczej patrzą na nią osoby, które kiedyś straciły swoje zdjęcia w wyniku awarii telefonu, dysku lub komputera. W takiej sytuacji kopia znajdująca się poza urządzeniem może okazać się bezcenna.
Oczywiście sama chmura nie zwalnia nas z dbania o bezpieczeństwo. Warto korzystać z silnego, unikalnego hasła, a przede wszystkim włączyć uwierzytelnianie dwuskładnikowe. Dzięki temu samo poznanie hasła przez osobę niepowołaną nie musi oznaczać przejęcia dostępu do naszych danych.
A warsztat bez komputera to nie warsztat
Smartfony są ważne, ale warsztat bez komputera to dla mnie nie warsztat. Dlatego kolejnym elementem mojego codziennego zestawu jest komputer PC z Windows 11.
Tutaj ponownie dużą rolę odgrywa chmura. Komputer jest zsynchronizowany z telefonami, dzięki czemu zdjęcia, dokumenty i inne potrzebne materiały mam dostępne również na dużym ekranie.
Jako rozwiązanie uniwersalne szczególnie dobrze sprawdza mi się Microsoft OneDrive. Jego dużą zaletą jest możliwość korzystania z niego na różnych urządzeniach i systemach. Nie jestem więc przywiązany wyłącznie do jednego producenta sprzętu.
W praktyce właśnie możliwość rozpoczęcia pracy na telefonie i kontynuowania jej na komputerze jest dla mnie jedną z największych zalet całego rozwiązania.
Do chmury trudno się nie przyzwyczaić
O chmurze mogę powiedzieć jedno: kiedy już zobaczy się, jak to wszystko działa i jak dużą daje wygodę, trudno wrócić do czasów, kiedy zdjęcia i dokumenty trzeba było ręcznie przenosić pomiędzy telefonem a komputerem.
Dzisiaj robię zdjęcie i po prostu wiem, że za chwilę będę mógł pracować z nim również na innym urządzeniu.
iPhone 13, Huawei Pura 70, komputer z Windows 11 i chmura tworzą więc mój mały technologiczny ekosystem. Nie jest idealny i nie składa się z urządzeń jednej marki, ale właśnie dzięki temu mogę korzystać z mocnych stron każdego z nich.
I chyba o to w technologii chodzi – nie o logo na obudowie, ale o to, żeby sprzęt rzeczywiście ułatwiał nam codzienną pracę.